środa, 3 sierpnia 2016

365.1056

Byłam na siłowni. Lubię to. Naprawdę. Lubię czuć mięśnie (zwłaszcza te, których na co dzień nie czuję ;)).

Mam za to problem, bo zaraz po treningu opadam z sił... No total. Nic nie mogę zrobić, najchętniej poszłabym spać! Że niby sport dodaje energii?? ;)

Może się przyzwyczaję. Może to kwestia diety, bo może jednak naprawdę za mało jem (pilnuję się, bo wiadomo, jak już ćwiczę, to nie chcę, żeby ten wysiłek poszedł na marne ;)).

Muszę to wybadać :) Poczytać trochę, może poradzić się kogoś...

Mam w planach od września chodzić rano, przed pracą. Jakoś muszę się z tym wszystkim ogarnąć do tej pory :)


sobota, 30 lipca 2016

365.1052

Jeszcze nie znalazłam pomysłu, jak nazywać posty, więc doliczam te cholerne dni! Gdybym wytrwała, byłabym już cienka jak witka! ;)

Byłam dziś na siłowni. Klamka zapadła.
2h ćwiczeń i ledwo dycham. Bolą mnie mięśnie i ogólnie jestem wy mę czo na!

Gadałam sobie z instruktorem na sali. Wypytał mnie najpierw dokładnie o jedzenie.
Wg niego za dużo jem węglowodanów. No cóż, dobry trop...


Potem mnie zważył i pomierzyliśmy skład ciała. Nie chcę na to patrzeć. Zniechęca mnie to, co widzę. Jakaś beznadziejna sytuacja. Nie do pokonania...
Na dodatek pomierzyłam obwody, jak wróciłam do domu. Wszędzie więcej niż na początku roku (mimo że ćwiczę!). Do dupy to jest.
No ale jakie mam wyjście? Jak się poddam, to już mogę kupować spódnicę na gumce.

Mogę walczyć dalej, choć ryczeć mi się chce, a nie walczyć.

Kurna, ja bardzo grzecznie proszę o jakieś zauważalne efekty w ciągu najbliższego miesiąca, dwóch... Na zachętę tak...

To byłam ja. Załamana, ale niepoddająca się!



czwartek, 28 lipca 2016

365.1050

Taaak, policzyłam te cholerne dni! Ale muszę zmienić koncepcję nazywania tych postów, bo trochę chyba to mało motywujące ;)

Znów postanowiłam wrócić na bloga. Nie ma mnie tu, ale to nie znaczy, że nie walczę. Co najwyżej znaczy, że mam przerwy, że walczę bez większego planu i sukcesu...

Kilka przemyśleń na nowy początek:
1. idę na siłownię - kiedyś ćwiczyłam na siłowni i ona chyba ze sportów służyła mi najbardziej. Ładnie wyrzeźbione ciało, chudłam... Postanowiłam sprawdzić, czy wciąż na mnie działa :)
Zaczęłam nawet truchtać, ale tak naprawdę chciała po prostu ruszyć tyłek z sofy i przyzwyczaić się mentalnie do ruchu i potu ;) Może i tego nie zarzucę, bo to fajny sport na każdą praktycznie okoliczność, każdy wyjazd, mało problematyczny. Ale ja muszę naprawdę działać efektywnie. Dlatego dołączę tę siłownię.


W planach mam poranne treningi, przed pracą (wstawanie to nie jest problem). Minimum trzy razy w tygodniu (zobaczymy, co powie instruktor na mój plan ;)).

I jakoś muszę jeszcze przezwyciężyć problem logistyczny, bo mamy na razie jeden samochód... Coś poradzę.


2. spokój, zachować spokój. Redukować stres, ten związany z wagą też! Bo hormon stresu utrudnia spalanie tkanki tłuszczowej!

Znaleźć sposób na odstresowanie się, na relaks.
Co mnie relaksuje?
Wino. Ale to też nie sprzyja odchudzaniu, więc muszę znaleźć inny sposób :)
Sport - nie za bardzo lubię się pocić, ale... uwielbiam uczucie PO! I jak nie chce mi się ruszyć, to myślę tylko o tym, jak będę się czuła PO :) To chyba dla mnie najlepszy sposób, muszę to przyjąć do wiadomości, bo odstresowuje i spala kalorie :) i ciało ujędrnia na dodatek :)

3. planowanie posiłków. To jest warunek dla mnie sine qua non!
Nie ma spontanu! (przynajmniej nie na co dzień) 
Muszę mieć rozpisany plan, co najmniej z dniowym wyprzedzeniem. Ale tak naprawdę, przydałoby się większe wyprzedzenie, bo trzeba zakupy robić odpowiednie.

Muszę rozwiązać problem jedzenia po pracy. Tak ustawić jedzenie w ciągu dnia, żeby po pracy nie być głodną jak wilk i nie wyjadać lodówki (nawet zdrowych rzeczy!). Skupić się na kontrolowaniu wieczorów!

Co wykluczyć, wg poradników?
- słodnie napoje - no problem, prawie ich nie piję. właściwie w ogóle ich nie piję.
- wino - może założyć, że tylko w weekendy?
- lody - no w lecie lubię, niestety. może starać się nie jeść takich zwykłych, 'przemysłowych'? jeść tylko jakieś wypasione?

Boszzz... ale się rozpisałam :)
Nie zakładam, że wiele osób tym zanudzę ;) Piszę, szczerze mówiąc, żeby się zaangażować, żeby uporządkować swoje myśli na ten temat i żeby ślad pozostał, bo jednak czasem wracam w to miejsce...


sobota, 7 listopada 2015

365.786

Tak, policzyłam, ile mnie tu nie było!
346 dni - to prawie rok marazmu, nic nierobienia ze sobą? A skąd! walka zawsze we mnie jest! Takie bezsensowne (bo bezskuteczne) boksowanie się, rezygnowanie i podnoszenie. 
Przyznaję, zaprzepaściłam trochę kilogramów.
Przyznaję, boję się powrotu.
Ale:
Nie poddam się bez walki. A co! Przynajmniej będę się zdrowo odżywiać...
Nie dążę do ideału. Stawiam małe cele i będę się cieszyć z ich realizacji.
Będę się lubić, bez względu na wszystko. Będę się starać dbać o siebie i być dla siebie dobra.

Taki spontaniczny wpis, bo chcę, by był ślad.
Bo przejrzałam swoje stare wpisy i widzę, że warto notować ;)
Nie spodziewam się wielu czytających (może dlatego tak sobie mogę pleść ;)).
Tak czy inaczej. Wróciłam, na razie 3 kg udało mi się ruszyć (wiem, woda i takie tam). Dobry start.
Walczę!

środa, 26 listopada 2014

365.440

Nie wiem, jak teraz mają się tytuły postów do tytułu bloga? Co powinnam zmienić? ;) Aaa, niech tak zostanie. W zasadzie to nie wiem, ile to potrwa, ale nie ma to dla mnie teraz znaczenia ;)

Dziś miałam trochę przemyśleń na temat swojego odchudzania. Na pewno nie są to myśli odkrywcze, ale dla mnie może jakoś przełomowe? To się pewno okaże...

Patrycja poleciła mi książkę o psychologii odchudzania. Nie kupiłam jej (jeszcze), ale zaczęłam szukać w necie różnych informacji na ten temat.
Doszłam do wniosku, że TO musi siedzieć w głowie! Wiedzę mam. Dobre składniki mam. Wszystko mam, czego mi potrzeba. Tylko głowa nie ta ;)
Dojdę i do tego, co tam siedzi ;)

Dziś jedzenie bardzo poprawne, choć korci mnie, żeby iść po lampkę wina...
Ale może pójdę do łóżka i coś poczytam ;)


poniedziałek, 24 listopada 2014

365.438

Czy ja już mogę uznać dzisiejszy dzień za udany? :)
Jadłam regularnie, dobrze :) Przygotowałam sobie jedzenie do pracy, nie podjadałam, wieczorem grzecznie piłam ziołowe herbatki :)
Dobra. 1:0 dla mnie :)
Idę teraz spać, żeby mieć siłę na jutro (obiad do pracy w pojemniczku ;)).
Lubię takie dni, jak mi idzie :)

niedziela, 16 listopada 2014

365.430

Nie idzie mi.
Muszę odnaleźć motywację.
Mam dużo pracy, stresu. Wiem, to wymówki.
Przygotowanie kaszy jaglanej z warzywami nie zabiera dużo czasu...

Ale ja wieczorami jestem tak strasznie głodna! Cały dzień pięknie jem. Regularnie. Porcje dobre. Wieczorem jestem nienażarta...

Nie lubię siebie takiej nieskutecznej.

Nie chcę wrócić do punktu wyjścia!!!